To ja, Ofelia. Której nie chciała rzeka. Kobieta na stryczku Kobieta z przeciętymi żyłami Kobieta ze śmiertelną dawką NA WARGACH ŚNIEG Kobieta z głową w piecyku gazowym. Wczoraj przestałam się zabijać. Jestem sama z moimi piersiami moimi udami moim łonem. Druzgoczę narzędzia mojej niewoli krzesło stół łóżko. Niszczę pole bitwy które było moim domem. Otwieram na oścież drzwi, żeby wpuścić wiatr i krzyk świata. Rozbijam okno. Zakrwawionymi rękami drę fotografie mężczyzn których kochałam i którzy posługiwali się mną w łóżku na stole na krześle na ziemi. Podkładam ogień pod moje więzienie. Ciskam w ogień moje suknie. Wyrywam sobie z piersi zegar który był moim sercem. Wychodzę na ulicę odziana w swoją krew[1]. Tak woła współczesna Ofelia, a ten krzyk dotyka mnie do głębi. Wywołuje gęsią skórkę. Zaciska pięść w splocie słonecznym. Wreszcie budzi refleksję trudną do przyjęcia, a przy tym jedyną prawdziwą. Taką, z którą musimy się zmierzyć, jeśli chcemy coś zmienić. Bo wiesz, jesteśmy Ofeliami. Ja jestem Ofelią. Każda z nas, którą użyto. Każda z nas, która pozwoliła, żeby jej używano. Powielamy krzywdzące schematy. Zadajemy sobie rany. Emancypujemy się na zewnątrz, pozwalamy seksualizować wewnątrz. I chyba ta prawda obezwładnia mnie najbardziej. Świadomość, że same bierzemy w tym udział. Bo wciąż przecież oceniamy swoją wartość na podstawie liczb. Centymetrów w pasie, w biuście. Numerków na wadze. Liczby lat, które im wyższe, tym większe budzą przerażenie. Ile par oczu dzisiaj się na mnie zatrzymało? Ile oceniło mnie pozytywnie, a ilu mężczyzn uznało, że nie jestem warta uwagi? Dlaczego wystawiam siebie na możliwość wydania jakiegokolwiek osądu? Dlaczego miałoby to w ogóle określać, kim jestem?
Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne (APA American Psychological Association, 2007) wskazało, że mówić można o zjawisku seksualizacji, gdy:
- wartość osoby wynika tylko z jej atrakcyjności seksualnej lub zachowania, do tego stopnia, że wyklucza inne cechy;
- osoba jest dopasowywana do normy, według której atrakcyjność fizyczna (wąsko zdefiniowana) oznacza bycie seksownym;
- osoba jest uprzedmiotowiona pod względem seksualnym, czyli staje się dla innych raczej przedmiotem seksualnego wykorzystania niż osobą zdolną do podejmowania niezależnych działań i decyzji;
- seksualność jest narzucona osobie w niewłaściwy sposób[2].
Definicje… Przyznam, że z reguły przybierają formę bezosobowych frazesów, które zdają się być na tyle oderwane od rzeczywistości, że nie są w stanie jej oddać w wystarczającym nawet stopniu. Dobrze zatem. Może powinnam zacząć inaczej. Jeśli już tutaj ze mną jesteś. Jeśli znalazłaś wolną chwilkę, żeby przeczytać tych kilka stron o kobietach. O sobie. To zrób coś dla mnie. Chciałabym, żebyś zadała sobie kilka pytań i spróbowała szczerze na nie odpowiedzieć. Nie musisz robić tego na głos, jeśli nie jesteś na to gotowa. Niech odpowiedzi wybrzmią jedynie w twojej głowie. Niech powoli osiądą na samym dnie serca. Pozwól im siebie wypełnić. Uwaga, zaczynamy. Ile razy oceniałaś swoją wartość przez pryzmat wyglądu zewnętrznego? Ile razy ważniejszy był od tego, że jesteś mądra, dowcipna, może nieco nieśmiała, ale za to ciekawa świata? Ile razy spoglądając na wyretuszowane zdjęcia idealnych kobiet w Internecie, porównywałaś do nich siebie i wpadałaś z tego powodu w kompleksy? Ile razy próbowałaś w ten kanon piękna się wpasować i za każdym razem, kiedy się nie udawało, miałaś zły nastrój? Ile razy pozwalałaś mężczyznom komentować swój wygląd nawet, kiedy nie miałaś ochoty tego słuchać? Przepraszam, jeśli jestem zbyt natarczywa. Tak jak mówiłam, niektóre prawdy są trudniejsze do przyjęcia od innych…
Seksualizacja jest jedną z form uprzedmiotawiania człowieka, czyli zespołu zmian psychologicznych i behawioralnych w świadomości (jak ciągła potrzeba kontrolowania własnego ciała, skupianie uwagi na wyglądzie zewnętrznym bardziej niż na innych przymiotach)[3]. Wartościowanie własnego „ja” przez pryzmat atrakcyjności seksualnej odbywa się na trzech poziomach.
- Wymiar społeczno-kulturowy, czyli silnie powiązany z obecnymi w społeczeństwie oczekiwaniami, wartościami i obyczajami. Kształtowany jest przez popkulturę i kulturę materialną.
- Wymiar interpersonalny, czyli taka forma kontaktów z kobietami i dziewczynkami, w której nacisk kładzie się na ich seksualność.
- Wymiar intrapsychiczny, czyli zjawisko samoseksualizacji[4].
Problem dotyczy zarówno kobiet i mężczyzn, ale to tych pierwszych dotyka zdecydowanie częściej. Ta praca jest o kobietach i dla kobiet (głównie), ale też dla mężczyzn i osób niebinarnych. Dla każdego, kto doświadcza seksualizacji, albo dostrzega ten problem we współczesnych mediach. Jednakże wystukuję te słowa z perspektywy kobiety i nawet choćbym bardzo chciała, to nie potrafię od tego uciec. Bo poniekąd wiem, że oto pisze moje serce, a rozum wykonuje jedynie pracę w tle, mającą upilnować, żebym trzymała się faktów i zachowała tutaj jako taki porządek logiczny.
Współczesna kultura audiowizualna przepełniona jest wizerunkami kobiet z perspektywy obiektu seksualnego. Ale nie jest to przecież żaden nowoczesny twór! Dorastałam w zdawać by się mogło okrutnie starym świecie bez Internetu. Tak, pamiętam czasy, gdy szukając definicji jakiegoś pojęcia, zaglądało się do książki (na Boga!), a nie do Wikipedii. A jednak tkwi we mnie ta uporczywa świadomość własnego ciała, które nigdy nie było do końca własne. Od wczesnych lat wystawiane na komentarze na temat piersi, które pęczniały z wiekiem. Na temat wagi, która skakała góra-dół, uwydatniając młodzieńcze krągłości. I pamiętam jeszcze przekonanie, że wszystko to jest zupełnie normalne. Skąd zatem się ono brało?
Jeśli przyjrzeć się bohaterkom dziecięcych bajek, to wszystkie te Arielki i Śnieżki nie są postaciami wybitnymi. Generalnie raczej skąpo ubrane, o włosach lśniących i falujących, czekają biernie na swojego księcia. I najczęściej mówi się o nich, że są piękne i cnotliwe. Nie ma w pięknie niczego złego, wręcz przeciwnie! Ale jakieś jest ono w tych starych bajkach mało różnorodne. Nie można zatem winić współczesnych mediów, że jedynie powielają schematy utrwalone całe lata temu. Bajki to tylko jeden ze smutnych przykładów. Wspomnijmy chociażby konkursy piękności dla małych dziewczynek. Rodzice wciskają im na stópki buty na za wysokim obcasie. Malują malutkie usta agresywnie czerwoną szminką. Kręcą loki… Seksualizacja o wymiarze intrapersonalnym w całej swej okazałości. Przeraża tym bardziej, że inicjatorami sytuacji są osoby dziecku najbliższe, które kierują się bardzo niskimi pobudkami. Bo, powiedzmy sobie szczerze, ile w tym wszystkim chodzi o radość dziecka z udziału w show, a ile o chorą satysfakcję dorosłych? Zjawisko jest tak powszechne, że mówić można współcześnie o tak zwanym „Syndromie Lolity”. Ideał dziewczęcego piękna, w którym brak miejsca na czystą afirmację własnego „ja” albo poczucie wewnętrznego piękna. To narzucane z góry, chore i restrykcyjne oczekiwania mężczyzn wobec dziewczynek. Wszystkie te Lolitki staną się kiedyś kobietami, którym wmawiano, że:
- dziewczyny nie wybierają sobie chłopców, to chłopcy wybierają dziewczyny – ale tylko te, które są seksy;
- istnieje tylko jeden obowiązujący model „bycia seksy” – ten prezentowany w mediach;
- dziewczyny muszą za wszelką cenę dążyć do tego, by osiągnąć ten ideał;
- im młodsza dziewczyna, tym bardziej seksowna;
- przemoc w seksie jest „hot”[5].
Seksualizacja w przekazach audiowizualnych jest również jednym z elementów kultur obnażania, konsumpcji i upozorowania. Pierwsza jest sposobem prezentacji własnego „ja” poprzez intymność (fizyczną i psychiczną) oraz seksualność. Druga realizuje się w myśli, że ważniejsze jest „mieć” niż „być”. Ciało staje się jednym z wielu obiektów na sprzedaż. Produktem wystawionym w witrynie sklepowej. Nie dziwi zatem, że wygląd kobiety wpisywał się będzie w efekcie w stereotypy i oczekiwania konsumenta. Musi przecież jak najlepiej się sprzedać, dając największe możliwe zyski. Każdy centymetr w talii jest w tym świecie na wagę złota. Trzecia związana jest z manipulacją ludźmi przez ukształtowanie rynku wokół tematu seksu, pieniędzy i władzy[6]. Reklamy, filmy, programy telewizyjne, czasopisma, gry, branża muzyczna i Internet – słowem wszystko, co nas otacza – reprodukuje na skalę masową stereotyp pożądanego piękna. Mężczyźni pragną mieć takie kobiety u swojego boku, żeby poczuć się samcem alfa, lepszym i silniejszym od innych. Kobiety chcą tak wyglądać, żeby zwracać na siebie uwagę, poprawić poczucie własnej wartości, „coś” znaczyć. Taka to tylko krótka historia o zniewoleniu. O pozorach. O płytkim poczuciu szczęścia. Ile w tej wykreowanej wizji świata idealnego jest prawdy? Niemal 60% modelek, biorących udział w sesji zdjęciowej dla magazynu „Playboy” (200-2014), miała niedowagę[7]. 60%… A teraz rozejrzyj się wokół siebie. Nie potrzebujesz do tego statystyk. Rozejrzyj się i przyznaj, ile twoich koleżanek ma niedowagę?
Laura Mulvey zwróciła uwagę na pojęcie „male gaze” w teorii filmoznawczej. Stwierdziła w nim, że kobiety są przedstawiane w produkcjach filmowych z męskiej, heteroseksualnej perspektywy i są dedykowane męskiej heteroseksualnej widowni. Ten obraz kobiet ma służyć przede wszystkim męskiej przyjemności, która wynika z patrzenia na nie. Na przykład poprzez sugestywne ujęcia scen z występującymi w nich żeńskimi postaciami, skupiając uwagę widza na fizycznych aspektach kobiet[8]. Kobiety w tego typu produkcjach są uległe, seksowne, zależne od mężczyzn. Wykorzystują swoją seksualność, żeby osiągnąć zamierzone cele. Może również ich obecność sprowadzać się do roli „seksownej lampy”. Określenie zaproponowała Kelly Sue DeConnick w teście na obecność kobiet w mediach. Jeśli żeńską postać można spokojnie zastąpić lampą, a fabuła na tym nie ucierpi, to film nie zdaje testu. Ale to przecież tylko film, prawda? Możemy zadecydować, czy go obejrzymy, czy też wybierzemy inną produkcję. Ja wolałabym chyba przeprowadzić taki test w prawdziwym życiu, w relacjach partnerskich. Ile z nas chociaż raz uwikłało się w związek, w którym wystarczyło być „seksowną lampą” u boku mężczyzny? I tak przechodzimy do meritum tego krótkiego eseju…
Wszystko to, o czym napisałam, składa się na nas, kobiety. Na to kim jesteśmy. Kogo widzimy w lustrze. Na ile jest ten obraz prawdziwy, a na ile stanowi projekcję wyobrażeń i oczekiwań ludzi wokół nas? Poza mediami tradycyjnymi mamy jeszcze przecież media społecznościowe. I tam to my jesteśmy „twórcami”. Umieszczamy treści, które sami uprzednio wybraliśmy. Na potrzeby tego eseju przejrzałam profile kilku moich koleżanek i kolegów. Nie chciałam tworzyć statystyk, chcę mówić o ludziach. Profile dziewczyn wypełnione są zdjęciami przed lustrem, dziubkami, odsłoniętymi brzuchami, seksownymi pozami na pięknym tle. Na zaledwie kilku profilach chłopaków znalazłam zdjęcia z siłowni, bardzo mało nagości, żadnych wymuszonych pseudo seksownych pozycji. Problemem nie są same zdjęcia, a powody dla których umieszczamy właśnie tak dobrane treści. Znormalizowanie zjawiska seksualizacji kobiecego ciała, doprowadziło nas do miejsca, z którego piszę. Do wrażenia, że im więcej walczymy ze schematami, tym bardziej się w nie zagłębiamy. Tym samym często same traktujemy siebie w sposób krzywdzący i na podobne zachowania pozwalamy innym. Istotą problemu seksualizacji kobiet nie są obrazki w przekazach audiowizualnych, a głębokie zmiany w naszej psychice, które wywołują. Jak również wpływ uprzedmiotawiania na zachowania społeczne, kulturę i wzorce przekazywane kolejnym pokoleniom. Charakterystyczną cechą mediów społecznościowych jest również niemalże zupełnie dobrowolna możliwość komentowania materiałów, które udostępniają inni. Moja praca magisterska traktowała o problemie hejtu. Wybrałam temat, który jest bliski mojemu sercu, który budzi mój sprzeciw. Byłam przerażona komentarzami, które kobiety wymierzają w siebie nawzajem. Jezu ale ty się ochydna zrobiłaś kiedyś byłaś ładniejsza, Te dziewczyny są obrzydliwe głupie idiotki i ANY WAY, Przez tą sukienkę wyglądasz jakbyś była w ciąży, ale to może tylko iluzja (zachowałam oryginalną pisownię). Te przykłady to tylko wisienka na tym niesmacznym torcie.
Jestem kobietą. Jestem Ofelią. Jestem kolejnym pokoleniem, które próbuje coś zmienić, ale nadal wpada w pułapki zardzewiałych schematów. Składam się z piersi, ud, lędźwi, ust i talii. Składam się ze swojego ciała, ale nie jestem nim. Jestem kimś więcej. Znaczę wiele więcej. I z ręką na sercu wolę usłyszeć, że jestem mądra. Niechże ta mądrość będzie nawet seksowna! Wolę usłyszeć, że jestem zabawna. Wolę rozmawiać o literaturze i o książkach, które mnie ukształtowały niż o tym, ile schudłam w zeszłym miesiącu. Nie chcę, żeby moje ciało było własnością publiczną. I teraz, mając 33 lata, rozumiem już, że wszystko to w moich rękach. Wszystko zaczyna się we mnie i ode mnie pochodzi. Reszta stanowi tylko tło, którego barwy maluję razem ze wszystkimi innymi kobietami, które druzgoczą narzędzia swojej niewoli.
[1] H. Müller, HamletMaszyna, przeł. Jacek St. Buras., s. 3.
[2] M. Skibińska, M., L. Wiśniewska-Nogaj, Problem uprzedmiotowienia w przekazach medialnych w kontekście wybranych aspektów psychospołecznego funkcjonowania młodych kobiet, „Forum Oświatowe”, 34(1), Toruń 2022, s. 26.
[3] M. Surowiec, K. Wilczyńska, W. Orlof, N. Waszkiewicz, Obraz kobiecego ciała a wizerunek kreowany przez media, „Neuropsychiatria. Przegląd Kliniczny”, 10 (2-3), 2018, s. 76.
[4] Niewiem.pl, Seksualizacja kobiet w Internecie, https://niewiem.pl/odcinki/seksualizacja-kobiet-w-internecie/[dostęp: 20.05.2024].
[5] A. Kubala-Kulpińska, Efekt Lolity, czyli o niebezpieczeństwach seksualizacji w mediach, „Głos pedagogiczny”, https://www.glospedagogiczny.pl/artykul/efekt-lolity-czyli-o-niebezpieczenstwach-seksualizacji-w-mediach, 2020 [dostęp: 28.05.2024].
[6] M. Skibińska, M., L. Wiśniewska-Nogaj, dz. cyt., s. 6.
[7] M. Surowiec, K. Wilczyńska, W. Orlof, N. Waszkiewicz, dz. cyt., s. 77.
[8] A. Bąk, L. Pasternakova, Płeć a zachowania komunikacyjne [w:] Społeczeństwo. Kultura. Wartości., pod red. J. Mierzwa, T. Bąk, A. Bąk, H. Jurjewicz, Sanok 2023,s. 71.
